Wyprawy na rowerze to świetna przygoda, można dzięki niej zwiedzić piękne miejsca i poczuć się częścią natury.
Ale żeby móc w pełni korzystać ze wszystkich plusów jakie oferuje – musimy się dobrze wyspać.
Niewyspany i niewypoczęty rowerzysta, to częściej poirytowany i zmęczony podróżnik, niż w pełni korzystający z uroków życia w podróży.
Dlatego dobry sen jest na wagę złota – i nie ważne, czy jedziesz na wyprawę latem, jesienią czy zimą – dobry sen zawsze będzie najważniejszą częścią każdej wyprawy.
Nie będę w tym artykule poruszał tematu samego namiotu – to zrobię w osobnym wpisie, ale skupię się tutaj na tym co de facto zapewnia dobry (bądź zły) sen.
Mamy zasadniczo dwa elementy, które decydują o jakości snu – materac/mata oraz śpiwór.
Zaczniemy od materaca/maty



Zasadniczo możemy tutaj rozróżnić dwa rodzaje – materace dmuchane oraz maty samopompujące.
Maty samopompujące odrzuciłbym na samym początku. Dlaczego?
Ze względu na ich grubość i izolację od podłoża. Zwykle są dość cienkie (mają mieć małą wagę) oraz – co za tym idzie – ich izolacja od podłoża jest symboliczna.
Maty nadają się lepiej w sytuacji, kiedy podróżujemy z plecakiem i nocujemy np. w schroniskach, gdzie jest ciepło w środku, a my potrzebujemy jedynie mieć nieco bardziej miękko.
Na wyprawy pod namiot, gdzie rozkładamy taką matę w zasadzie na samej ziemi – będą najgorszą z możliwych opcji.
Co oczywiście nie znaczy, że nie da się na tym spać, ale w kategoriach komfortu będą na samym końcu skali.
Zostają nam więc materace dmuchane.
I tutaj również powinniśmy zwrócić uwagę na dwie cechy materaca.
Jedna z nich to grubość – im większa, tym teoretycznie lepsza, ponieważ da nam większa „poduszkę powietrzną”, dzięki której będzie mniejsze prawdopodobieństwo, że przytkniemy się którąś częścią ciała do podłoża w nocy, a to nic przyjemnego.




Drugi aspekt to sama izolacja od podłoża.
Producenci materaców turystycznych podają tzw. współczynnik izolacji „R-value”, który mówi o tym, jak bardzo dany model izoluje od podłoża. Im wyższa liczba, tym większa izolacja.
I tak – materace przeznaczone na lato mogą mieć współczynnik R value równy 1,5 – 2, a materace na zimniejsze warunki mogą mieć 4, 7 i wyżej…
Oczywiście nie wszyscy producenci podają w ogóle ten współczynnik, dlatego warto szukać wśród producentów, którzy zamieszczają takie informacje.
Jak się bowiem okazuje – sama grubość materaca nie jest z automatu wyznacznikiem jego zdolności do izolacji.
Może być gruby, ale jeśli w środku mamy tylko powietrze, to część ciepła naszego ciała przeniknie do środka, wymiesza się z zimnym powietrzem od podłoża i będzie nam co najwyżej przeciętnie.
Przy wyborze warto zwrócić jeszcze uwagę na jego wielkość – szerokość i długość, żeby nie okazało się, że nogi wystają nam poza materac, albo przy przewracaniu się z boku na bok – spadamy na ziemię 😉
Jeśli wstępnie ustalimy sobie jakiej szerokości materaca potrzebujemy, czas się zastanowić na jakie warunki – tylko lato? wiosna, lato, jesień? a może na warunki zimowe?
Ja osobiście do tej pory używałem materacy dostęþnych w Decathlonie – modelu Forclaz 500 i 700, o współczynniku R value około 1,5 2
Na lato były w porządku, chociaż nie było to w 100% komfortowe. Tutaj cena i waga działały na korzyść tych wyborów i w ogólnym rozrachunku myślę, że można je polecić.
Obecnie natomiast zainwestowałem już w porządny materac marki therm a rest o współczynniku 7,6, więc jest to sprzęt na każde warunki – od wiosny do zimy.
7cm grubości zapewnia sporą poduszkę powietrzną i miękkość, a współczynnik izolacji sprawia, że kładąc go na zimnej podłodze w namiocie – realnie czujesz jak grzeje Cię w plecy.
W środku znajdują się specjalne wkładki, które odbijają ciepło produkowane przez ciało – z powrotem do góry, a jednoczesnie zatrzymują zimne powietrze od spodu. Rozwiązanie idealne, choć kosztowne.
Taki materac to koszt ok 1300 zł co przy okolicach 200-300 złotych za materace marki Forclaz, jest znaczną różnicą, ale wychodzę już z założenia, że ma to być sprzęt na lata.
Jeśli temat materaca mamy już ogólnie wyjaśniony, to możemy przejść do samych śpiworów.
Tutaj wybór też nie jest taki oczywisty.
Zacznijmy od najważniejszego, czyli od temperatury na jakie został zaprojektowany.
Każdy śpiwór ma podaną temperaturę komfortu, graniczną i ekstremalną.



Podczas wyboru należy celować w temperaturę komfortu i dopasować ją do warunków w jakich zamierzamy w danym śpiworze spać.
Czyli zakładając, że chcemy kupić śpiwór na lato, gdzie temperatura w nocy raczej nie spada poniżej 15 stopni, a często jest w okolicach 20 – śpiwór o temperaturze komfortu między 15 a 20 stopnie będzie odpowiedni.
I tutaj moja rada – celujcie raczej w niższe temperatury komfortu. Czyli na lato, gdzie temperatura w nocy to ok. 19-20 stopni, lepiej wybrać śpiwór z komfortem na poziomie 15 stopni.
Dlaczego??
Podczas wypraw wydatkujemy spore ilości energii i żeby dobrze się zregenerować potrzebujemy dobrej jakości snu, czyli nie przerywanego wybudzaniem się w nocy i ubieraniem w dodatkowe warstwy, bo nagle okaże się, że wiatr sprawia, że temperatura spada.
Chyba, że mamy dobrą bieliznę termiczną, która zrekompensuje nam te kilka stopni różnicy – wtedy możemy się trzymać średnich temperatur latem.
Ja osobiście używałem śpiworów z komfortem w okolicach 15 stopni i było w sam raz.
Jeśli już mamy ustalone w jakich warunkach ma być użytkowany śpiwór, pozostaje kwestia materiału z jakiego jest zrobiony.
Mamy zasadniczo dwa – śpiwory syntetyczne i puchowe.
Syntetyczne będą cechowały się większą wagą w stosunku do puchowych, będą również większe, ale za to będą oferować lepszą odporność na wilgoć.
No i cena… Śpiwory syntetyczne są zauważalnie tańsze w stosunku do puchowych odpowiedników.
Puchowe natomiast to mniejsza waga, nieco większa wrażliwość na wilgoć (do tego tematu jeszcze wrócimy), ale będą po spakowaniu mniejsze, jednak będą droższe.
Wybór zawsze dyktuje cena i to, jak często zamierzamy z takiego śpiwora korzystać. Jeśli raz do roku – nie ma co pakować się w puch, syntetyk będzie ok.
Jeśli natomiast będziecie go użytkować częściej – wtedy warto rozważyć puch.
Wracając do tematu wilgoci – puchowe śpiwory są bardziej wrażliwe na wodę i po zamoknięciu puch się zbije i tracimy zdolność do utrzymywania ciepła.
Czy to katastrofa?? Nie! Śpiwór po wyschnięciu wróci do swojego pierwotnego stanu, ale warto o tym pamiętać planując wyprawy w miejsca, gdzie często pada lub jest po prostu wilgotno.
Przy prawidłowym dbaniu o śpiwór puchowy – posłuży kilkanaście jaki nie ponad 20 lat, więc to też inwestycja na lata.
Ostatnim minusem śpiwora puchowego jest fakt, że podczas przechowywania go w domu – należy używać specjalnego worka bezdekompresyjnego. Puch nie lubi być ściskany przez dłuższy czas, więc należy przeznaczyć mu więcej miejsca w szafie.
Sumując to wszystko razem mamy przepis na dobry, zdrowy sen podczas wypraw.
Dzięki przemyślanym wyborem obu tych elementów – nasze wyprawy będą sprawiać nam jeszcze więcej radości, bo każdego ranka wstaniemy wypoczęci i gotowi na nowe przygody, a o to przecież w życiu w podróży chodzi 🙂